Podziel się tym artykułem
Takie wrażenie jest ciągle blisko mnie, że większości z nas pomieszały się pewne fundamentalne sprawy z błahostkami i powstał taki miks, który niewiele wnosi, ale bruździ na potęgę. Pojawiło się takie poczucie, że wszystko jest dostępne od razu, bez grama zawahania, w każdym wymarzonym, upragnionym czy wymyślonym momencie bez żadnych oporów. O ile w przypadku spraw zakupowych to nie jest takie złe rozwiązanie, to jednak wchodząc na ścieżkę uczuć sprawa powinna stawać się odrobinę bardziej złożona.
Ludzie zaczęli traktować się jak całodobowe sklepy z wszystkim czego tylko dusza zapragnie, a to nie działa tak, że w momencie, gdy zapragniemy to osoba, dla której aktualnie znaleźliśmy miejsce ma obowiązek zjawić się, jakby co najmniej otrzymała wezwanie od samej królowej angielskiej. To nie jest tak, że ciąży na nas jakaś przynależność, bo takowa nie ma nic wspólnego z miłością, o której nierzadko tak szumnie opowiadamy. Nie jesteśmy zmuszeni nadskakiwać drugiej osobie tylko dlatego, że czuje się ona ważniejsza, lepsza, więcej warta. Na jakiej podstawie jej wartość jest określana, jak jest szacowana, przez jaki pryzmat brana?
Szybkie jedzenie, samochody, seks i życie, bez refleksji, zatrzymania się, odrobiny spokoju. Jedyne co czujemy to coraz większy ból i zagubienie, bo nie chcemy wszystkiego na szybko, nie chcemy być otwarci całą dobę, nie chcemy być łatwo dostępni, chcemy by ktoś w ogóle się do nas pofatygował, zezwalamy na takie traktowanie z góry, jakby zawyżenie swojej wartości miało utrącić nasze szanse na rynku zainteresowania. Panowie i Panie związek nie ma nic wspólnego z wpisywaniem kogoś w wolne okienko w terminarzu wejść i wyjść, nie ma nic wspólnego z szybkimi spotkaniami i bezowocnymi dyskusjami, nie ma też nic wspólnego z szybkością, którą z takim samozaparciem niektórzy próbują wdrożyć. Kobieta nie ma obowiązku czekać na faceta tyko dlatego, że on w swej niezliczonej ilości zajęć i myśli nie chce znaleźć dla niej zbyt wiele miejsca w swojej przestrzeni. Mężczyzna nie ma obowiązku pełnić roli niewolnika i spełniać wszelkiego rodzaju zachcianek i kaprysów. Relacja to nie całodobowy sklep z wszystkim, co tylko przemknie ci przez głowę, z każdym pomysłem, który się narodzi, to połączenie, które jest możliwe do stworzenia w konkretnej konfiguracji i na konkretnych zasadach, równych dla wszystkich, ale jednak wyjątkowych chociaż odrobinę.
Staliśmy się powszechni, dostępni, otwarci i dziwimy się, że uleciała z nas ta magia, tajemnica i to pragnienie więcej i głębiej. Gdzie niby to wszystko ma się narodzić? W publicznej toalecie, z której i tak większość zda obszerną relację? Sprzedajemy swoje życie, nie szanujemy samych siebie i nawet nie pobieramy opłat za pracę non stop, ba nierzadko działamy całkowicie non profit i dziwimy się dlaczego nie otrzymujemy powszechnego szacunku… Pewnie dlatego, że sami traktujemy się jak towar z najniższej półki, dostępny dla każdego i zawsze.
To, że akurat twoja „miłość” ma czas i chęci nie oznacza, że ty masz biec z uśmiechem na ustach i nie zadawać pytań. Wolność w relacji nie oznacza, że wyłączmy siebie z większości zadań, a na tym, że pomimo włączenia drugiej osoby, nie czujemy się stłamszeni, przygnieceni i wbici w szereg czyich oczekiwań bez prawa głosu. Nie cenię tego, co całodobowe, a to dlatego, że nie ma w tym niczego wyjątkowego… Jest to zawsze, na wyciągnięcie ręki, bez wysiłku i w przystępnej cenie, więc trudno, by szukać w tym tego czegoś.
Zaciera nam się ten obraz czerpania ze spokoju i ciszy, widzimy tylko szybko zmieniające się klatki filmowe chwil, których powinniśmy być uczestnikami. Relacje są jałowe, bezuczuciowe, mechaniczne i w swej strukturze zbyt otwarte, bo coraz częściej każdy robi co chce. Taki związek w pigułce, instant można by rzec, zalany wrzątkiem, który za chwilę i tak wystygnie, bo nie podgrzewany traci ten niepowtarzalny smak. Taki sterowany pilotem, jakby wszystko czego pragniemy miało przypisany numerek, który wystarczy wcisnąć, by otrzymać to, na co aktualnie ma się ochotę.