Podziel się tym artykułem
Wydaje ci się, że jesteś od kogoś lepszy? Że twoje umiejętności, doposażenie czy perspektywy, jeśli lepiej rokują to dają ci prawo do bycia wyniosłym i górującym nad tymi, których słupki pikują w dół lub utrzymują się na tym samym, acz dalekim od zadowolenia poziomie?
Wydaje ci się, że skoro uplasowałeś się wyżej, skoro twoja gwiazda świeci jaśniejszym blaskiem i tak wielu zwraca na ciebie uwagę, to twoja rynkowa wartość jest niepodważalna i akcje zawsze będą stały wysoko?
Wydaje ci się, że masz prawo do osądów, ostatecznych wniosków na tematy, które nawet cię nie dotyczą? Że twoje uczucia są uprzywilejowane, bo ich blask i barwa są w twoim mniemaniu bardziej intensywne?
Wydaje ci, że kim jesteś dla przeciętnego zjadacza chleba? Znaczysz coś dla niego, wie w ogóle o twoim oburzeniu, odpychaniu i istnieniu? Może tylko wydaje ci się, że coś tak powszechnie znaczysz? Może najważniejsze jest to własne znaczenie?
Usłyszałam kiedyś, że każdy coś znaczy, że nie jesteśmy tylko przypadkowymi punktami na tej całej zagmatwanej mapie gonitwy po to, co lepsze. Usłyszałam też, że mogę wszystko i nadal na ten nadmiar z utęsknieniem czekam. Co prawda za rzadko może pozwalam, by los był łaskawy, nie szukam lepszych kart, nie odsłaniam się ani też nie ukrywam za tajemnicą, ale chyba mam prawo do oczekiwań? Czy takie wyznanie cokolwiek zmienia? Czy powoduje, że stajemy się lepsi, bardziej godni, zrozumiali dla innych? Co sprawia, że mamy znaczenie? Ludzie, którzy nas kochają, dla których jesteśmy ważni? Etaty, które nas utrzymują, a właściwie, w których sukcesywnie zostawiamy znaczący kawałek swojego życia w imię ideologii przetrwania? Uczucia, które nami miotają i kierują nas niekoniecznie zawsze w dobrym kierunku, ale na bieżąco podszeptują, co ewentualnie mogłoby powstać lub runąć? Nasze skrywane pragnienia, marzenia, poszukiwanie prywatnej oazy, samotni, dla tych wszystkich tajemnic, które rządzą w naszym życiu?
Może nie wiesz, ja do pewnego momentu też głośno sobie tego nie mówiłam, do czasu aż świadomość zapukała i powiedziała: jesteś bodźcem… do zmian, do bycia lepszym człowiekiem, do dobijania się tam, gdzie niekoniecznie chcą cię wpuścić, do podejmowania prób…. Bodźcem, który sprawi, że popchnięcie nie będzie aż tak bolesne, który sprawi, że może dasz sobie szansę, gdy nikt inny nawet nie próbuję ci jej podarować… Takim bodźcem, który może nie jest widoczny dla wszystkich, może nie jest oficjalny, odczuwalny, może nie dla wszystkich znaczy to samo, może nie wzbudza jednostajnych, jasno określonych emocji, ale jest. Jesteś rankingiem…, który wyznacza co jest w normie, a co znajduje się poza nią, który pokazuje jak należy funkcjonować, by nie rzucać się w oczy, kolejną przewidywalną kawą o poranku, którą musisz sobie zafundować, by przetrwać, wieczorną herbatą, która ma cię uspokoić i wyciszyć, lekturą przed snem i ulubioną muzyką w tle, serialem, który przejmuje kontrolę i kolejną notatką, która musi powstać, inspiracją codzienną i żalem za tym, co nie zdążyło się pojawić… To wszystko wpisujesz w swój prywatny ranking, ale to wszystko wpisane jest w ten większy, bo społeczny, do którego chociaż czasem musisz pasować. Jesteś kontrastem…, który się wyróżnia, który niekoniecznie się wpasowuje, który narzuca kontury i który pokazuje, że nie wszystko jest czarno-białe… kontrastem, który stoi w opozycji i kocha inaczej, który mówi po swojemu i nie unika konfrontacji, choć bywa, że jest zmęczony… Kontrastem, który potrzebuje lub musi być inny, który po prostu istnieje, ale wcale nie planował wielkiej rewolucji.
Wszyscy jesteśmy wpisani w rankingi różnego rodzaju, narażeni jesteśmy na bodźce lepsze i gorsze, i kontrastujemy, w uczuciach, działaniach, wyborach i refleksjach, które często nie pozwalają spać spokojnie… Ale nikt w tym całym zestawie nie jest lepszy czy gorszy. Jesteśmy potrzebą akceptacji, również własnej. A może tylko szaleńcami, których jeszcze nikt nie zdiagnozował?