Jesteście szczęśliwi czy po prostu przyzwyczajeni?
Rozglądam się dookoła, obserwuję, zastanawiam nad relacjami, które „ciągną” się latami. Cudownym jest spędzić życie z jedną osobą, z tą wybraną, tylko dręczy mnie taka myśl, czy więcej w tych związkach szczęścia i iskier czy raczej przyzwyczajenia i braku pomysłu na siebie?
Przykre jest to, że tak szybko zapominamy o tym, że chcieliśmy więcej, że mieliśmy swoje pasje i marzenia, którym mieliśmy sprostać we dwójkę, że nasze życie miało wyglądać inaczej, barwniej, ciekawiej, intensywniej i nie tak schematycznie. Zabijamy się codziennością i pozbywamy się perspektyw na chwilę nieprzewidywalne jak górska pogoda, na momenty zaskoczenia i jednostkowe przyjemności, zapominamy o pasji, o swoim duchu, którego tłumimy w sobie poprzez nakładanie na siebie kolejnych obowiązków i narastających w szybkim tempie frustracji. Chyba tak naprawdę zapomnieliśmy czym jest szczęście, a może nigdy go nie poznaliśmy. I tak trwamy w relacjach nie tylko z najbliższymi, ale z otoczeniem, a nawet samym sobą, które niczego nam nie przynoszą poza staniem w jednym, wcześniej upatrzonym, w jakimś sensie bezpiecznym miejscu. Nie jestem pewna czy to szczęście trzyma ludzi w danej relacji czy raczej przywiązanie i przyzwyczajenie do codziennych rytuałów. Czy tak bardzo boimy się tego, co mogłaby przynieść zmiana, że wolimy tkwić w tym, co jej nigdy nawet nie zapowie?
Przyzwyczailiśmy się do siebie jak do codziennej kawy, której smak jest ciągle taki sam, bo nie doprawiamy jej już korzennymi przyprawami emocji czy słodkimi syropami spełnionych obietnic. Nie próbujemy nowych potraw, bo boimy się, że nasze kubki smakowe nie zechcą się przestawić, nie szukamy nowych wrażeń, bo boimy się, że im nie sprostamy, nie chcemy iść po więcej, bo nie mamy pewności czy kolejne osiągnięcia dadzą nam satysfakcję czy tylko więcej pracy, więc na wszelki wypadek nie próbujemy. Nie czynimy wysiłku, by poznawać siebie na nowo, by zaskakiwać się i upajać romansem, który trwać powinien po ostatni wydany przez nas oddech. Spędzenie życia u boku ukochanej osoby jest fundamentem jego spełnienia na każdej płaszczyźnie, jednak to ciągła praca i chęci, które musimy w sobie budować i którym musimy dopingować na każdym etapie są tym o czym musimy pamiętać.
Trudno w natłoku spraw do odhaczenia i wśród natrętnych codziennych czynności ciągle na nowo działać na pełnych obrotach rozwoju związku, jednak powinniśmy próbować, by umieć sobie odpowiedzieć na proste pytanie, czy czujemy się szczęśliwi, w sposób prosty i jednoznaczny. Naprawdę chcesz całe życie zastanawiać się czym mogło być szczęście, którego nawet nie próbowałeś odnaleźć czy wykreować? Nie próbujesz narysować sobie tego, co jest dla ciebie najlepsze, nie potrafisz opisać tego, jak chcesz, by twoje szczęście wyglądało i na pytanie o nie unikasz odpowiedzi, bo nie masz pojęcia czego ono dotyczy.
Przyzwyczajenie zabija w nas poszukiwanie szczęścia, a szczęśliwi powinniśmy być chociaż odrobinę każdego dnia. Szczęście to możliwość wtulenia się w ukochaną osobę, to możliwość ucałowania swojego dziecka na dobranoc, to gra planszowa, gdy na zewnątrz pada, to powrót do domu, w którym ktoś przygotował aromatyczne danie, to kwiaty bez powodu i wypad w nieznane na weekend, to przypomnienie sobie, że życie nie musi być tak śmiertelnie poważne i że czasem po prostu warto się śmiać i nie zastanawiać co będzie dnia następnego. Szczęście nie ma nic wspólnego z przyzwyczajeniem, więc do codziennych rytuałów i rutyny dnia wprowadź trochę magii, niepewności i adrenaliny, potrafią tchnąć nowy oddech w spragnione świeżości płuca. Wbrew powszechnej opinii, wszyscy tego potrzebujemy i podświadomie szukamy.
PS. Nie szukaj nowego, usprawniaj to, co już masz!