Czasem chciałabym po prostu uciec…
Lubię to swoje życie, te przepychanki z „moimi” ludźmi, te codzienne obowiązki i małe przyjemności, te chwile oderwania, te plany do zrealizowania i wszystkie marzenia, które mają szanse się urzeczywistnić. Nie będę nikogo oszukiwać, że jest mi źle, bo tak zgodnie z prawdą często jest mi po prostu bardzo dobrze, bo ja lubię jak jest trudno, jak jest ciekawie, jak trzeba się postarać, jak trzeba trochę powalczyć, po-uwodzić, trochę się zadrapać, upuścić krwi, to fajne uczucie, gdy robi się kolejny krok, ale…
Ale czasem gdy zamykam oczy po kolejnym owocnym w różne różności dniu to zdarza mi się myśleć, że zostawiłabym to na chwilę, na moment bym się urwała, pooddychała innym powietrzem, posłuchała innego akcentu i pouśmiechała się do ludzi, których nie do końca rozumiem. Z niekłamaną rozkoszą spakowałabym walizkę i wybrała się bez pytania o drogę przed siebie, na chwilę, tak, by zresetować mózg, bo twardy dysk chyba już się trochę przegrzał. Czasem chciałabym się po prostu móc nie zastanawiać czy uda mi się wszystko dopiąć, ogarnąć, czy uda mi się przetrwać. Chciałabym promieni słońca, zabawy, spacerów uliczkami, które pozwalają się zgubić, chciałabym weekendu w Barcelonie, mieście radości, miłości i ciepła, chciałabym pięknego snu i jeszcze bardziej cudownego poranka, który nic nie mówi, tylko pozwala trwać w błogości…
Bo my wszyscy ciągle biegniemy i nawet gdybyśmy kochali całym sercem, lubili całym sobą, oddawali się wszystkiemu bez reszty to jednak od czasu do czasu urwanie się z tej smyczy pracy, przyzwyczajeń, jednostajności i bieganiny jest czymś nie tylko przyjemnym, ale i wskazanym dla naszego zdrowia psychicznego, resetu emocjonalnego, duchowego oderwania i fizycznego relaksu, do odblokowania wszystkich czakr, do uwolnienia się z tych okowów mówiących: muszę, powinnam, nie wypada, trzeba…
Choćby nie wiem jak dobrze było to czasem po prostu chciałabym móc się spakować i uciec, na kilka chwil, bez oglądania się za siebie, by móc błogo się uśmiechnąć wystawiając mordkę do słońca, chociażby w Barcelonie…