Świąteczny armagedon – czy naprawdę musimy wybierać?
Porządki zrobione, choinka stoi i pięknie się błyszczy, świece palą się wieczorami, a zapach piernika czuć w całym domu, jest pięknie, miło, czas płynie szybko, ale jednocześnie jakby wolniej… Tak właśnie powinno być, ale zazwyczaj pozwalamy na to, by jednak nerwówka, niechęć do pewnych osób i ciągły brak czasu zabrały nam radość i ludzką twarz, a w tym magicznym czasie ja wam mówię jasno, głośno i oficjalnie, jest to niedopuszczalne!
Są spory, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego, są takie słowa, które tkwią w nas jak drzazga, które bolą i przy każdym ruchu dają o siebie znać, są tacy ludzie, z którymi w żaden sposób, nawet ten magiczny, nie potrafimy się dogadać, jednak diabeł tkwi w tym szczególe, że zazwyczaj ci, z którymi tak usilnie walczymy to ludzie, którzy są nam lub naszej połówce bliscy, zaraz po nas może nawet najbliżsi… I tu zaczyna się armagedon, bo jak to zrobić, żeby wszyscy byli szczęśliwi, żeby tego nie urazić, a tamtą udobruchać? Teraz padnie to słowo, które wszyscy kochają, ubóstwiają i któremu wszyscy cześć oddają, bo jest takie unikalne i wyjątkowe, uznam nawet, że załatwia wszystko tak, że nikt nie jest zadowolony, ale sprawy są załatwione, jest to KOMPROMIS, też czujecie do niego taką niechęć, jak reszta populacji