Spokojnie, związek to nie pole bitwy!
Przyznam, trochę się gubię, mówi się, że życie jest krótkie, że trzeba z niego korzystać, łapać każdą chwilę, oddychać pełną piersią… Sporo ludzi stąpających po tym padole różnych emocji nawet o tym wie, ale… Właśnie, ale pomimo tego, że nasz termin przydatności na tym świecie jest dość ograniczony my zachowujemy się tak, jakbyśmy byli nieśmiertelni. Chodzimy sfrustrowani, ciągle się martwimy, a na naszych najbliższych warczymy, wkurzamy się, informujemy ich nierzadko jak to bardzo nas irytują i nie spełniają naszych oczekiwań. I tak przepychamy się w tych tabelkach wymagań nieskończonych, pragnień nieodkrytych, zobowiązań nienaruszalnych, planów niekompatybilnych, myśli nieposkładanych, słów często wyrwanych z kontekstu i emocji często rozproszonych, dokładając do tego jeszcze całą gamę wykrzyczanych uczuć i pełną paletę wrażeń. I po co to komu? W ogólnym rozrachunku zysków i strat, tylko konsekwentnie zabieramy sobie fajne momenty i chwile szczęścia.
Związek powinien być ostoją, bezpieczną przystanią, do której dobijamy, gdy poczujemy się zmęczeni, wsparciem i zrozumieniem, bo kto jeśli nie druga osoba powinna być tą, która jest zawsze i w pełni akceptuje zawarte na początku warunki? Związek nie może być polem bitwy, przepychanką, która zmierza do tego, kto na danym poziomie zdobędzie więcej punktów, za które otrzyma bonus, bo to nie gra, a realne życie, odczuwanie, podejmowanie decyzji i kreowanie działań. Nie może być tak, że rozlewamy metaforyczną, że o rzeczywistej nie wspomnę, krew, jakbyśmy byli największymi wrogami. Nie może być też tak, że się zdradzamy, oszukujemy, prowokujemy i podkopujemy, b