Ona czeka, bo ty tego nie zamknąłeś!
Ciekawe ile dusz cierpi w odmętach samotności, której znakiem rozpoznawczym jest fakt, iż są same, ale tylko dlatego, że jeszcze nikt nie wypuścił ich ze swojej mentalnej pułapki? Ciekawe dlaczego tak łatwo dajemy się łapać na prośby, obietnice, zapewnienia, być może właśnie dlatego, że tak łakniemy być dla kogoś tym kimś, że zapominamy, że dla siebie też musimy coś znaczyć. Tak często zamykamy oczy, by na nowo przywołać rozmazujący się już w swoich konturach obraz poczucia bliskości, spokoju, bezpieczeństwa, że zapominamy o tym, że to z otwartymi oczami jesteśmy w stanie dostrzec przeszkodę.
Taki spragniony obecności obiekt często zakłada kolorowe okulary, by nie widzieć tych szarych i niewyraźnych rys, które szpecą wizerunek. Często przymyka oczy, by mieć ograniczone pole widzenia. Często tłumaczy sobie nawet to, co niewytłumaczalne, czeka nawet jeśli jej czas już dawno minął, bo może on zmieni zdanie. Wyobraź sobie scenkę przedstawiającą pierwszą miłość, pojawia się ona na świecie, jest taka nieobyta, zagubiona, a tym samym skupiona na obiekcie, który przez ten gąszcz niewiadomych ma ją przeprowadzić. Z czasem zna tylko ten jeden obraz, wie, że są w nim luki, że nie jest doskonały, że bywa bolesny, upokarzający, a nawet szantażujący, ale trwa, bo przysięgła, bo się zgodziła, bo on prosi. Te jego bluzgi, siła, odzieranie jej z godności, z kobiecości są tak częste, że zjadają tę relację jak nowotwór od środka, powoli, ale doszczętnie. Probuje odejść… Raz, drugi, kolejny, kilka nieudanych prób. Jakby nie miała siły na samodzielne istnienie, a może po prostu boi się tego, co czeka ją po drugiej stronie?
Łatka braku wartości i postrzegania jej jak niepotrzebnego już dokumentu jest bolesna i na długo wyrywa się w jej sposobie patrzenia na siebie…, ale pojawia się ten drugi, a właściwie pierwszy, bo odcięła się od toksyny, postawiła na nowe i dające nadzieję uczucie. Wciągnęło ją jak wir, jak te wszystkie miłostki, które w etapie przejściowym są tymi ostatecznymi, jedynymi, najprawdziwszymi. Dużo jej obiecywał, jeszcze więcej nie dotrzymał. Była dla niego piękna, wartościowa, tylko jakiś wewnętrzny problem w nim samym nie pozwalał na to uczucie. Zniknął, ale nie tak na dobre, jeszcze postanowił o sobie przypominać, zapewniać o uczuciu mimo ciągłej nieobecności, ferował wyroki, jaka to ona jest wyjąt