Kobieta w czerwieni – została czy odeszła?
Nie poproszę byś czekała, ale będę miał nadzieję, że nie zobaczę jak odchodzisz… To jego ostatnie słowa, pełne nadziei i bólu, bo wiedział, że wymaga niewyobrażalnego, że przywiązuje ją do siebie niewidzialną nicią, która mimo że wytrzymała, rani… Rani, bo te dwa światy mimo że idealnie skrojone oddzielały kilometry, których żadne z nich nie potrafiło wtedy pokonać, ale minęły lata, wiele się zmieniło, wiele zostało powiedziane, część rozdziałów zamknięta, inne otwarte, a i uczucia uległy modyfikacji.
Kiedy poprosił, by została nie składając żadnej obietnicy, a jedynie pozostawiając zapewnienie, że jej wyjątkowość dla niego nigdy nie przeminie ona zastygła, tak naprawdę nie musiał tego mówić, wielokrotnie widziała to w jego spojrzeniu, które zdradzało wszystkie jego uczucia. Ich rozmowy nie były tradycyjne, to były raczej wymiany pojedynczych zdań, a czasem słów, które jak metaforyczne dźwięki niosły ze sobą niesamowite przesłanie, możliwe do odczytania tylko przez tych dwoje. Słowa, które dla przeciętnego człowieka nic nie znaczą, dla nich były kluczem do prywatnego porozumienia, nie upraszczali niczego, jakby ta sieć zawiłości była dla nich dodatkowym napędem, jakby nic więcej nie było im potrzebne… Obietnica nie zawsze w konsekwencji przeistacza się w działanie, jej wtedy wystarczyłaby tylko ona, ale on jako człowiek honoru nie mógł złożyć czegoś, czego dotrzymać nie będzie potrafił, co umknie jego uwadze, co zostanie zapomniane lub przeoczone, więc nie złożył nawet jej…
Ona potrzebowała wtedy tej obietnicy, jak powietrza, potrzebowała coś wiedzieć, nie chciała karmić się chwilowymi uniesieniami, które pomimo piękna wypalały od środka, gdyż nie niosły ze sobą nic trwałego, nic rokującego, nic pragmatycznego. Ich piękna historia wydarzyła się naprawdę i zostanie z nimi na zawsze, po kres swych dni zachowają wspomnienia o tym, że kiedyś coś ich połączyło, że coś nierealnego spowiło ich światy na zdecydowanie dłużej niż to przy pierwszej wymianie słów i spojrzeń przewidywali, ale…
Ona odczekała pewien czas, może to czas żałoby, może poszukiwań, a może pogodzenia się z tym, że tkwienie w pięknej sukni i czekanie na niemożliwe nie jest tym,