Boję się, że Cię znienawidzę…
Żyłam w przeświadczeniu, że nienawiść to jedno z najgorszych uczuć, jakim można „obdarzyć`’ drugą osobę, widziałam w niej tylko zło, uważałam, że jest pochodną wielu negatywnych sytuacji, ruchów i słów tej znienawidzonej jednostki. Nie brałam jednak pod uwagę tego, że może rodzić się powoli w zakamarkach zwykłego życia, w chwilach niekontrolowanych wybuchów i uniesień, w momentach, w których ze złowrogim wyrazem twarzy pokazujemy swoją prawdziwą, mroczną odsłonę. Nie zawsze jesteśmy w stanie powstrzymać bycie szczerym do bólu, znając drugiego człowieka dobrze, a czasem nawet na wylot, wiemy co go zaboli, wiemy, gdzie uderzyć, żeby dotknęło do żywego, żeby rozpaliło żal, smutek i gniew, wiemy co zrobić, by zniszczyć jakąś cząstkę na chwilę, a może nawet na zawsze. I ten mnożony gniew, żal i podążająca za nimi destrukcja łączą się w fascynacji nad nienawiścią, którą zaczynają wielbić, czcić i nakłaniać do działania. A gdy ona zaczyna działać nikt już cię nie uchroni!
Noszę w sobie strach przed obdarzeniem cię uczuciem nienawiści, boję się, że z czasem, gdy twoje złośliwości, niewybredne uwagi i delikatne poszturchiwania w czułe miejsca staną się zbyt częstym obrazem naszej codzienności, a ja stanę się obiektem, który obrośnie w kolce, będzie ostry, nieprzejednany i w całości bolesny. Boję się, że nie będziesz budził już we mnie rozczulenia, zainteresowania, istoty sprawy, a jedynie frustrację, dominujące poczucie beznadziejności i braku spokoju i że to, co gromadzi się pod skórą, blisko serca, w zakamarkach umysłu stanie się jedynie pożywką dla wybuchu wulkanu w najmniej przewidywalnym momencie, a tego nie chcę. Boję się, że zapomnę o tych mostach, które wspólnie budowaliśmy, o kolejnych etapach, przez które wspólnie przechodziliśmy, o potknięciach i wspólnych projektach, o rodzących się uczuciach i emocjach, które były pochodną tego, co nas spotykało. Boję się, że stracę ciebie, siebie, nas i nie będę w stanie tego nigdy, nigdzie i z nikim odtworzyć, bo to niepowtarzalne i tylko z tobą ma sens. Boję się więc, że to stracę.
Codzienność potrafi znużyć, zmęczyć, doprowadzić nad skraj przepaści, do szewskiej pasji i złości, która bez kontroli ma zasięg niczym nieskrępowany i nieograniczony, a brak granic nigdy nie prowadzi do ogrodu usłanego kwiatami, zawsze prędzej, a czasem później kończy się na zgliszczach i popiołach, z których jedynie można odrodzić się na