Gdybym jeszcze miała szasnę, powiedziałabym Ci…

2 listopada 2019

To, co utracone bezpowrotnie boli najbardziej, przegapione szanse uwierają najskuteczniej, stajemy się niewolnikami tego, co przeminęło i pozostanie niezmienne, bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy, pragnęlibyśmy, a nawet błagalibyśmy o to, by jeszcze raz móc spróbować, by jeszcze raz móc spojrzeć w te znajome oczy, wypowiedzieć słowa, które już nigdy nie wybrzmią. Chcielibyśmy mieć moc cofania czasu do dogodnych momentów, w których pozwolilibyśmy sobie na rehabilitację, oczyszczenie sumień, na nowe życie bez ciężaru, który przytłacza na zawsze. Tak bardzo chcielibyśmy, by świat zawrócił, by to, co zostało ucięte szybko, bez ostrzeżenia, mogło trochę poczekać, dać chwilę na przemyślenie, zastanowienie się… Na ostatnie słowa.

Wiesz, gdybym otrzymała taką szansę od losu, powiedziałabym Ci, że powracają do mnie wspomnienia związane z tobą jak w stop-klatce, która przewija znajomy film i nie pozwala, by odszedł w zapomnienie. Co prawda kontury się zacierają, sytuacje, które miały miejsce już nie są tak wyraźne, jak kiedyś, ale miło jest zobaczyć ponownie chociaż fragment ciebie… Nawet jeśli niewyraźny, nawet jeśli zbyt oddalony i niemożliwy do dotknięcia. Gdybym otrzymała taką możliwość, powiedziałabym Ci, że życie bez Ciebie jest trudne i smutne, nic już nie cieszy tak, jak wcześniej i zapewne nigdy nie będzie, nie odczuwam cierpienia każdego dnia, ale gdy tylko dzieje się coś czym chciałabym się podzielić, łapię się na tym, że mogę to rzucić jedynie w przestrzeń i mieć nadzieję, że może to usłyszysz… Gdybym miała szansę na pewno zamilkłabym, w momencie, w którym próbowałam powiedzieć coś zdecydowanie niemiłego i nieprzemyślanego, wiem już, że życie jest za krótkie na to, by wyrzucać z siebie słowa jak pociski z armaty, tylko po to, by wybrzmiały i zraniły… Gdyby życie mi Ciebie nie zabrało i było na tyle łaskawe, skorzystałabym z okazji i rzuciła banałem, który, gdy jeszcze oddychamy nie ma takiej mocy, w porównaniu do chwil, gdy już jednego z nas nie ma… Powiedziałabym, że Cię kocham i że zawsze będę, w tych słowach zawarte byłoby całe moje zaangażowanie i uczucia, którymi Cię darzę, w tych słowach mieściłyby się wszystkie nasze wspomnienia i plany, w nich czułbyś się bezpiecznie, a ja wiedziałabym, że wszystko, co istotne zostało wypowiedziane na czas!

Wielu spraw żałujemy, wiele w teorii pozostawiamy za sobą jednocześnie chowając w zakamarkach pamięci to, czego nie możemy się pozbyć, a ona w najmniej sprzyjających okolicznościach postanawia przywrócić te obrazy do życia. Nie chcemy bolesnych powrotów, mamy ich zdecydowanie dość, bo wiemy, że jedynie przypominają o tym, czego już nigdy nie zaznamy, nie dotkniemy, czego już nigdy nie poczujemy, mimo że pragniemy tego najmocniej na świecie. Zawsze wydaje nam się, że mamy jeszcze czas, że to, co przed nami jest jak debet, niespłacony i z miesiąca na miesiąc przechodzący dalej. Chcielibyśmy wierzyć, że wszystko, co nas spotyka ma jakiś sens, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że nie rozstajemy się na zawsze i po drugiej stronie jest coś co nas scali, gdy przyjdzie na to czas, wtedy samotność i żal za tym, co utracone stają się lżejsze do zniesienia.

Tęsknie za tobą każdego dnia, oczywiście nie każdego dnia tak samo intensywnie, ale pamiętam i próbuję sobie siebie w samotności poukładać, dla siebie i dla ciebie. Wiem, że ciągle cię przywołując nie daję Ci spokoju, nie pozwalam Ci odpocząć, ale moja tęsknota przyćmiewa cały rozsądek i zdrowy osąd sytuacji. Tęsknię i na tej tęsknocie buduję to, na co nie mam już szans w realnym świecie, w którym zostałam sama, nieodwracalnie. I tak sobie tylko myślę, że gdybym miała szansę powiedzieć Ci o paru błahostkach z codzienności, to na pewno utwierdziłabym Cię w przekonaniu, że nikt nie bawił mnie tak, jak ty, że nikt nie miał takich oczu, z tak głębokim spojrzeniem, że nikt nie potrafił tak, jak ty słuchać, że nikt nie przygotowywał tak prostych i pysznych śniadań, że nikt nie rozumiał mnie tak całościowo jak ty i nikt, ale to nikt nie akceptował mnie w stu procentach, z wszystkimi moimi niedociągnięciami. Byłeś, jesteś i zawsze będziesz tym, o którym nie zapomnę. I zawsze będę wracać do naszych miejsc, pozostawiłeś tam przecież część siebie…

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...