Na to sobie zasłużyłam, a na tamto wręcz przeciwnie!

4 lipca 2019

Często nie mamy pojęcia jakie mamy prawa, obowiązki, przywileje, z jakiego powodu możemy zostać osądzeni, a co może sprawić, że zostaniemy uwolnieni w świecie emocjonalnych katorg, wymagań i pragnień. Jedno jest pewne, jeśli już chcemy to tak naprawdę, mocno, a nie tak sobie. Jeśli już chcemy to dopominamy się tego, szturchamy i prosimy, czasem używając łez lub szantażu, wmawiając sobie, że tego typu triki spowodują, że dojdziemy swego, niestety często ich skutek jest całkowicie odwrotny, bolesny wręcz.

Wiem na co sobie zasłużyłam, a czego nie powinnam doświadczać z twoich rąk i ust, wiem, że nie jestem idealna, ale i na tobie ciążą przewinienia i przedzierają się przez perfekcyjnie stworzony obraz rysy, które są częścią ciebie, mimo że ją wypierasz, że im zaprzeczasz, jakbyś się bał tych wszystkich pęknięć… Wiem czego się boisz, bo unikasz dawania mi tego, na co sobie zasłużyłam…

Zasłużyłam na ciepło i zainteresowanie, na bycie dla ciebie najważniejszą częścią, priorytetowym zadaniem i celem życia, nie chce być jedynie odłamkiem w twojej egzystencji, fragmentem wszechświata, który możesz schować, gdy aktualnie nie jest ci potrzebny. Mógłbyś nie tylko mówić, ale od czasu do czasu działać, nie obiecywać, a realizować, przestać odwlekać snucie planów tylko ze względu na to, że się boisz, nie jesteś gotowy i chyba nie do końca pewny, bo na bycie podpórką w trudnych momentach, na odpychanie i dopasowywanie do grafika nie zasłużyłam, ale to już wiesz prawda?

Zasłużyłam na chwile zapomnienia i spontaniczne czułości, na to wszystko co ty chciałbyś mi ofiarowywać jedynie na własnych warunkach, a mnie one nie odpowiadają, ciążą mi i uwierają… Zasłużyłam na czułość wtedy kiedy ja też jej potrzebuję, wtedy kiedy ja wyciągam po nią dłoń… Nie zasłużyłam na dobijanie się do drzwi, bo ty akurat potrzebujesz kolejnej ze swoich chwil samotności, odosobnienia, wyciszenia, bo ja akurat mam ochotę krzyczeć i tylko moje życzenia są ignorowane. Czasem przez ciebie czuję się jak tuptające dziecko, które nie otrzymało zabawki i okazuje swoje niezadowolenie, nie odpowiada mi ten wizerunek.

Zasłużyłam na słowo „tak”, na magiczne zdanie, które pokazuje, że jestem ważna, że ta więź jeszcze istnieje, a nie została zakopana głęboko, tak, by nikt jej nie dostrzegł. Pozory, które stwarzasz nie są niczym wartościowym, bo czuję się spychana na margines, gdzie znajdują się sprawy, które kiedyś być może zostaną załatwione, a być może nie, a jeśli już to niekoniecznie z dbałością o szczegóły i niekoniecznie z zapałem. Nie zasłużyłam sobie na bycie obok, na proszenie o obecność i kolejne etapy, to powinno przychodzić naturalnie, chyba, że wcale nie chcesz mnie w swoim życiu z tym całym bagażem doświadczeń i nie potrafisz tego wyartykułować, a mnie jedynie cały czas zwodzisz…

Zasłużyłam na jasne reguły i brak gierek, na szczere uczucia i załatwianie spraw tu i teraz, a nie cały czas „kiedyś”, bo to kiedyś nie ma bytu, ono ma pełnić formę uspokajającą, może nawet pozostawiającą nadzieję, ale nie ma w sobie niczego wiążącego, po prostu istnieje, ale nic nie znaczy. To takie trudne do przyjęcia, że chcę wiedzieć na czym stoję i co możemy sobie obiecać? To takie trudne, że szukam partnerstwa, a nie tylko górowania jednej ze stron? To takie trudne do zaakceptowania, że chcę czegoś więcej niż wiecznego „spotykania się”? Nie zasłużyłam na granie drugich skrzypiec, nie zasłużyłam sobie na bycie niewidzialną, gdy aktualnie jest ci to niezbędne i nie zasłużyłam sobie na wieczne kiedyś, gdy dziś jest bezcelowe.

Zasłużyłam na szczęście i codzienność, na te wszystkie poranki i wieczory, na te czynności niewymuszone i proste, na radość, beztroskę i wspólne zobowiązania, na to, czego ty tak panicznie się boisz chowając się za spódnicą swojej rodzicielki, bo przecież jest to takie wygodne. Nie zasłużyłam na czekanie, które nie ma końca, na te ciągłe obietnice bez pokrycia i wędrowanie od stacji do stacji w poszukiwaniu swojego pociągu do nikąd, bo miał być w określonym kierunku. Naszym kierunku.

Być może kiedyś zdasz sobie sprawę, że to, czego chciałam nie było wyimaginowane, wyolbrzymione czy niedookreślone, ale jest też duże prawdopodobieństwo, że w momencie orientacji w sytuacji ja będę znajdować się już na zupełnie innej stacji i obiorę przeciwny kierunek. Nie będę karmić się złudzeniami i owijać szczelnie w samotność, która mi przy tobie towarzyszy i nie będę małą dziewczynką, która ma być bez końca cierpliwa, wyrozumiała i prosząca. Wiesz? Zasłużyłam na coś więcej, nie zasłużyłam natomiast na twoją nieobecność! Już nie patrzę wstecz, nie obracam się za siebie, a moje oczy nie są już przepełnione rozczarowaniem, bo już wiem, że na to nie zasłużyłam… Kochałam Cię, ale ze złamanym sercem nie będę wspominać tego wzniośle, dobrze i przyjemnie.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...