Dlaczego Piotruś Pan nigdy nie dorośnie…?

13 kwietnia 2019

Każdy wiek ma swoje prawa, które są powszechnie znane, chociaż pojawiają się jednostki, które im się sprzeciwiają, gdyż nie zgadzają się z ciągiem przyczynowo-skutkowym, który jest im narzucany. Ot buntowniczy charakter, który musi znaleźć swoje ujście na zewnątrz, bo bez poklasku tłumów i niezrozumienia większości jego irracjonalne zachowanie nie miałoby racji bytu. Ale jest też druga strona lustra, ta, w której te zasady nie pozwalają na bycie sobą, na beztroskę i zabawę, na chwilę zapomnienia i bycia tym, kim się chce. Dziecko żyje w nas od momentu narodzin do ostatecznego zamknięcia oczu, ale na pewnym etapie, zwanym dorosłością, skutecznie je tłumimy, by nie przeszkadzało ono swoją żywotnością, radością i tak niechcianą bezmyślnością w zdobywaniu szczytów, które sobie sami wyznaczyliśmy, odsuwamy je więc na bok, tłamsimy i staramy się wyrzucić w niebyt, gdzie zostanie zapomniane, bywa, że niezwykle skutecznie.

Czy ty chciałbyś dorosnąć, gdybyś uświadomił sobie tak realnie, naprawdę się na tym skupiając, że wieczne dziecko nie chce dorosnąć z jakiegoś konkretnego powodu? Jedyny dorosły jakiego zna Piotruś Pan to ten bez ręki, Kapitan Hak, wiecznie sfrustrowany, walczący i zły, chcący go złapać i ukarać… Jego wściekłość potęguje tylko beztroska Piotrusia, gdy on sam bez końca musi uciekać przed krokodylem, który odmierza jego czas do końca… Tego ostatecznego końca. Pokaleczony przez życie Hak, ciągle mierzący się z kolejnym dniem, który nieubłaganie przybliża go do zakończenia jego istnienia wcale nie napawa go pozytywnym nastawieniem do świata, ludzi i dziecięcej beztroski. Hak musi cały czas uciekać, a Piotruś ma szansę na nie myślenie o przyszłości, każdy z nich więc jest po innej stronie i każdy pragnie czego innego. Hak spokoju, a Piotruś ciągłego zamieszania, Hak zwycięstwa, a Piotruś odrobiny czułości, obaj są zagubieni, z tą różnicą, że w różnych ciałach – dziecka i dorosłego.

Kiedy widzisz negatywne wzorce, kiedy patrzysz na dorosłego, którego już nic nie cieszy, który nie szuka dobra, miłości, oparcia, a jedynie walczy ze swoimi demonami, czy na takim dorosłym chcesz się wzorować? Czy chcesz dorastać, stawać się takim samym tworem pozbawionym dziecięcej wrażliwości, psotliwości i beztroski? Piotruś Pan nigdy nie dorośnie, bo dobrze mu w swoim świecie, w którym wszystko jest możliwe, dobrze mu w otoczeniu, które sam stworzył, w miejscach, w których ogranicza go jedynie jego własna wyobraźnia. Dobrze mu bez nakazów, powinności, a nawet tak potrzebnej miłości… Bo widzisz, Piotrusia nikt nigdy nie kochał, nikt nie przytulał, nikt o nim nie myślał, dla nikogo nie był ważny, więc został dzieckiem, które za żaden ze swoich wybryków przecież odpowiadać nie musi. Jest to wygodne, ale i męczące, bo zawsze nadchodzi ten moment, którego tak chce uniknąć, pojawienie się samotności.

Przesuwające się wskazówki zegara są tylko sumą strachów, które posiadamy, przybliżają nas do tego, czego tak się boimy, do naszego odejścia. Dlatego ta nasza dorosłość, dojrzałość w podejściu do wszystkiego, co ważne, tak na uwiera. Ciągle tylko spoglądamy wstecz z tęsknotą za tym, co utracone, co już przepadło, bo już nigdy nie będziemy tymi ludźmi bez zobowiązań, bawiącymi się w swojej bajce bez konsekwencji. Piotruś Pan i Kapitan Hak są jak biała i czarna połówka tej samej układanki, gdyby odpowiednio się ze sobą zmieszały, gdyby połączyły swoje najsilniejsze cechy, mógłby powstać dorosły człowiek wypełniony dziecięcą radością o dojrzałym spojrzeniu, a nie sfrustrowany wrak, który tylko wspomina tęczowe piosenki…

Dziecko pragnie tylko wolności i miłości, dorosły pragnie tego samego, ale musi się już zmierzyć z odmową i z radzeniem sobie z samotnością, bo tak jak dziecko, nie jest w stanie wymyślić sobie przyjaciół, z którymi spędzi czas. Piotrusia nikt nie nauczył dorastać, nikt nie pokazał mu, że warto, widział tylko obraz frustracji, zniechęcenia, ciągłej złości i ucieczki, więc co w tym dobrego? Gdzie szczęście w tej całej bajce? Dlaczego dorosłość nie może być tylko sumą dziecięcych nadziei i dorosłych realizacji?

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...