Jeszcze nie jestem gotowy!

6 marca 2019

Wyobraź sobie szczęście, takie proste, o miłym zapachu, temperaturze stałej, ciepłej, przyjemne w dotyku… Wyobraź sobie, że masz je na wyciągnięcie ręki, że jest tuż za rogiem i już prawie się z nim witasz, kłaniasz się, uśmiechasz, lekko podrygujesz, czasem może nawet wykręcisz lekkiego pirueta w dźwięk muzyki, którą słyszysz oczywiście jedynie ty. Wyobrażasz sobie to otulenie i uśmiechasz się do siebie, bo czujesz taką błogość, spokój, to coś, czego szuka się przecież do skutku, czasem bez względu na koszty. Jest ci tak po prostu miło, bezpiecznie, bezdyskusyjnie, nie zastanawiasz się co wydarzy się za chwilę i czy ta historia o szczęściu będzie miała dalszy ciąg, bo podświadomie to zakładasz. I wtedy słyszysz od tego swojego szczęścia, jak się wydawało nie takiego permanentnego i bezdyskusyjnego, że jeszcze nie jest gotowe na kolejny krok. I w głowie pojawiają się pytania, nie jest gotowy teraz, bo to za wcześnie? Czy nie jest gotowy w ogóle ze mną?

Kiedy słyszysz, że osoba, z którą jesteś nie jest gotowa na to, by zrobić kolejny krok, by zalegalizować to wasze uczucie, by być z tobą aż do ostatniego oddechu, zaczynasz się zastanawiać jaki sens ma to, że jesteście razem, że staracie się poświęcać w jakimś stopniu, rozumieć się? Jaki sens ma w ogóle to, co was łączy i co tak naprawdę między wami jest? To są pytania, które pojawiają się w mózgu pod wpływem podniesionego ciśnienia i rozszalałych emocji, chcesz wyjaśnień natychmiast i zaczynasz nacierać, by w konsekwencji zderzyć się z murem. Nacisk wcale nie sprawia, że więź staje się głębsza, nie pomaga i nie popycha w tym dobrym kierunku, raczej konsekwentnie i skrupulatnie niszczy to, co zostało wcześniej zbudowane.

Całkowicie logicznym jest fakt, że słysząc słowa jeszcze nie jestem gotowy, twoje myśli zaczynają galopować w nieznanym kierunku i chcesz wiedzieć już, natychmiast co się za tym kryje. Jednocześnie nie próbujesz zrozumieć osoby, która je wypowiada i tylko pogrążasz ten stan wzajemnej niechęci. On nie chce się na razie śpieszyć, tobie nagle zaczęło, bo skoro on się wycofuje to tobie pozostało nacierać. Skoro wszyscy wokół robią kolejne milowe kroki to dlaczego ty masz się cieszyć jedynie stagnacją? Przyznaj jednak, w tej złości nie wzięłaś nawet pod uwagę, że to nie stan stały, a jedynie przejściowy i między wami wydarzy się coś więcej.

Nie oceniam, jednak patrząc z boku łatwiej nam wydawać sądy na temat tego, który mówi, że nie jest jeszcze gotowy, nie oceniając w ogóle osoby, która wymaga deklaracji złożonych od razu, bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Może on nie jest gotowy, bo to faktycznie nie ten czas, bo nie widzi się w nowych rolach, bo nie czuje jeszcze potrzeby zmian, bo nie chce się spieszyć, gdyż jest z gruntu osobą wolno wprowadzającą zmiany, a może nie chce z tobą być, ale nie wie jak z tego związku wyjść i chwilowo działa na zasadzie przeczekania. Nie wiem, bo tego nikt w stu procentach nie wie, poza tą jedną osobą, która nie wykazuje gotowości do kolejnego kroku, raniąc nas przy tym zbyt mocno.

Daj sobie, jemu czas, taki, który nie zabije w tobie wszystkich pozytywnych uczuć i nie atakuj z każdej flanki, bo sama możesz dostać rykoszetem. Zbyt wiele amunicji to ryzyko, że kula dosięgnie nie tylko uczestników walki, ale i osoby przechadzające się przypadkowo, a tym niezainteresowanym nie ma co robić krzywdy w afekcie. Nie jest gotowy, w porządku, wiem, że boli, ale postaraj się popatrzeć szerzej… Wiem, nie tego się spodziewałaś, ale spróbuj popatrzeć przez pryzmat innych luster niż tych własnych, ułożonych w zgrabny stos… Wiem, nie potrafisz pogodzić się z jego słowami i pomimo tego, co do niego czujesz, z tyłu głowy wciąż słyszysz to krótkie zdanie… Wiem, chcesz z nim być, ale tak jakby coś pękło i nie wiesz jak to posklejać, by było jak dawniej, chociaż wiesz, że relacja ewoluuje i czegoś takiego, jak dawniej już nie ma i nie będzie, ot dorośliście… Wiem, że nie tak wyobrażałaś sobie rozmowę o przyszłości, miało być hucznie, wzniośle i bajecznie, cóż życie często przyćmiewa wyobrażenia prawdziwymi scenariuszami…Wiem, że wydaje ci się, że nie jesteś w stanie tego przetrzymać i przyjąć, ale odpowiedz sobie na pytanie czy czujesz, że to ten, czy po prostu nie chcesz już więcej szukać i podejmij decyzję, bo być może nie wiesz, ale twój głos też ma znaczenie decydujące i zatwierdzające. Może on nie jest gotowy, by być z tobą na sto procent, by nie tylko trzymać cię za rękę, ale być na zawsze… Może to nie to, a może tylko nie teraz… Może po prostu dajcie sobie czas.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...