Spotkałam Cię za późno…

17 lutego 2019

Wielokropek pozostawia tak czasem niezbędny do życia cień szansy, karmi cię i nie kończy historii, przynajmniej w twoim wyobrażeniu. Niby jesteś świadoma, że to chwilowe, że nie będzie żadnego na zawsze, żadnego szczęśliwi, że chwile we dwoję pozostaną tylko ulotnymi wspomnieniami, a on nigdy tobie nie powie „tak”. Nie będzie tak oczekiwanego zwrotu na zawsze, ale na pewno usłyszysz wielokrotnie nigdy. Zapewne brak szansy na rozwój, na ciąg dalszy, na rozpoczęcie kolejnego rozdziału jest bolesny, problem w tym, że się spóźniłaś, to nie ty byłaś pierwsza, dotarłaś na start już po wystrzale i nie dobiegłaś wraz z nią.

Trudno być tą drugą, czasem wchodzisz w taką relację nie wiedząc nawet, że nie piastujesz najważniejszego miejsca u jego boku. Czasem jego sekretny świat wychodzi na światło dzienne i dociera do ciebie zawoalowany przekaz, że nie jesteś tą jedyną, może ważną, może wybraną, ale nie stałą. Dociera do ciebie fakt, że jeśli chcesz jego obecności, to musisz pójść na układ, musisz zgodzić się na bycie tą drugą i to tylko w wyrwanych tej właściwej fragmentach, które on rzuca ci jak resztki ze stołu. Wieczory spędzasz zazwyczaj samotnie i długo wpatrujesz się w pustą przestrzeń, próbujesz wytłumaczyć sobie, że może, jeśli on bardziej się zaangażuje, jeśli ty bardziej się postarasz to będziecie w końcu żyć długo, szczęśliwie i z tymi upragnionymi zobowiązaniami. Próbujesz, chociaż masz przeczucie, że na końcu i tak pozostanie bezsilność, nieme rozczarowanie i żal, że pojawiłaś się za późno.

Całe swoje życie oceniasz przez pryzmat podróży i tego, co uda ci się zwiedzić, poznać, a czasem nawet zatrzymać jako pamiątkę. On na początku miał być tylko przygodą, zabawą, która miała urozmaicić samotne wieczory, nie zorientowałaś się jednak, że z biegiem czasu potrzebowałaś go coraz więcej, a on mimo zapewnień o tym, jak ważna jesteś i tak wracał do tej, której ślubował, a wspólne wieczory, które miały zostać zapełnione odbijały się echem pustki. Zaczynałaś się zastanawiać w czym ona jest lepsza od ciebie, w jakiej kwestii cię przewyższa i czego brakuje twojej osobie, że on nie chce zaryzykować, postawić wszystkiego na jedną kartę i zamykając za sobą drzwi ich wspólnego domu wejść przez twoje? Niby się zastanawiałaś, a i tak wiedziałaś, tylko nie chciałaś tego przyznać, że on nigdy nie zrezygnuje z tego, co już zbudował, że jeśli będzie musiał to zapomni o tobie, ale nie złamie przysięgi, że w momencie gdy każesz mu wybierać, on bez wahania wyjdzie i nawet się nie obejrzy, dlatego nie stawiasz go pod ścianą, dlatego nie krzyczysz i nie wymagasz, jedynie prosisz, by przypadkiem nie zniknął z twojego świata, chociaż i tak jest go w nim jedynie namiastka.

Spotkałaś go za późno, boleśnie odczuwasz jego nieobecność i tylko żyjesz złudzeniem, że kiedyś będziecie razem, bez tego ukrywania się, bez niedopowiedzeń i w pełni. Tylko to złudzenie pozwala ci na niego czekać, nie chcesz zadawać pytań, bo znasz odpowiedź, wygodniej ci jej nie znać, nie słyszeć, łatwiej ci znosić samotność wiedząc, że on wróci chociaż na chwilę, niż taką, w której będziesz miała pewność, że on już nigdy się nie pojawi. Taka miłość jest zazwyczaj tą tragiczną, rozszarpuje twoje spojrzenie na innych i pozbawia zasad, bo przecież w to weszłaś, nie wycofałaś się, trwałaś w tym, mimo iż wiedziałaś, że łączy się to z czyjąś krzywdą. Na tym układzie straciłyście obie, ona oszukana, ty zwodzona, ona nie miała go w stu procentach, a i tobie dawał namiastkę, jej nie zostawił, ale z tobą nie został.

Spóźniłaś się, pociąg odjechał, a dla ciebie zabrakło miejsca. Może tego nie wiesz, ale ona, ta pierwsza, również została skrzywdzona, może nawet bardziej, bo jej nikt nie zapytał czy ma ochotę się nim dzielić, czy taki układ jest czymś co ją satysfakcjonuje, czy to, że on ucieka do ciebie w wyrwanych jej chwilach jest w porządku. Czy ty lub on zapytaliście ją czy ona ma ochotę się dzielić? Czy po prostu swoją tęsknotą wytłumaczyłaś sobie wszystko co niewygodne? Zamykasz oczy i wiesz, że nadejdzie taki moment, w którym twoja tęsknota już nic nie zdziała, a wielokropek przestanie mieć znaczenie, on postawi kropkę, a może nawet i wykrzyknik.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...