Zakazany smakuje tylko…

20 marca 2018

Lubimy zakazane owoce, sięgamy po nie wbrew zasadom i kosztujemy ich w ukryciu, tak by nikt nie poddał nas ocenie, ale by przyjemność pozostała. Raczymy się nimi czasami długie miesiące, a nawet lata, nie wiedząc, że ten smak nie jest wieczny. Zapytamy dlaczego, otóż dlatego, że skoro zakazany to nie dla naszych oczu czy serc, niedostępny dla nas, to że udało nam się go wykraść, skosztować, na chwilę uwieść i zatrzymać nie oznacza, że ta oaza szczęścia będzie trwała wiecznie, bo nie będzie. Co więcej, gdy minie pierwszy szok, gdy wyjdziemy z tego amoku, wszystko legnie w gruzach, tych na których było budowane.

Zakazanym zegar odmierza nie tylko czas, ale każdą chwilę złapaną w locie, każdą radość, którą udało się ukraść i zachować w pamięci, każde wspomnienie tego, co było i nigdy nie powróci. Zakazanym nie wolno prosić, nie wolno wymagać, nie wolno stawiać zbyt wielu pytań, bo nie przynależą do właściwej kasty, są na samym dole piramidy bez szans na awans. Nie awansują, bo wybrali niemy zachwyt i potęgę przyjemności, bo wybrali swoje szczęście, niekoniecznie kosztem innych, ale na pewno wbrew ich nakazom i prawdom. Nie mają szans na zmianę sytuacji, chyba, że rzucą wszystko i przeciwstawią się odgórnie ustalonym normom.

Zakazani nie chcą tracić wszystkiego, nie chcą unikać odpowiedzialności i zapominać o tym, co ważne. Nie chcą być wyśmiewani i pouczani, chcą spokoju i ekscytacji, chcą radości i łez wzruszenia, szukają swojej alkowy, w której zaznają trochę przyjemności i swojej prywatnej oazy szczęścia, w której nikt niczego nie będzie im układał po swojemu. Smakuje im ukradkowe spojrzenie i pocałunek na dobranoc wysłany w locie, pamiętają o szybkiej wymianie zdań i urwanych w pół słowach, o spontanicznych wypadach w nieznane i pierwszych wspólnych odkryciach, a czasem jedyne co im pozostaje to właśnie pamięć, która nie zawodzi, gdy gra dotyczy uczuć.

To nie jest tak, że zakazane zawsze jest złe, że zawsze należy to potępić i stłamsić… Bywa, że jest zakazane, bo inni tego nie chcą, nie tolerują łamania sztywnych reguł, nie zezwalają na szczęście innych i robią wszystko, by dana jednostka go nie zaznała, a jeśli już je poczuje to robią wszystko, by dana osoba odpokutowała za ofiarowaną sobie szansę na coś innego, lepszego, piękniejszego, wbrew pozorom trwalszego. Zakazani chcą przestać kosztować tego owocu, chcą coś zmienić, ale wewnętrzna walka i otoczenie skutecznie im to utrudnia. Oni chcą być zawsze w tym zakazanym ogrodzie, który dał im możliwość ponownego odrodzenia się. Chcą próbować nowych rzeczy bez wyrzutów, że myślą o czymś innym niż obowiązki i przynależności. Nie chcą bez końca być poddawani ocenie, unikają wyrzutów, ale i tak je napotykają.

Gdyby wyzbyć się oceny, gdyby przestać liczyć zakazanym momenty, gdyby ich tak nie gnębić o to ich odnalezione szczęście to może ich zakazane stałoby się legalne? Bo to nie jest tak, że wcześniejsze zobowiązania są święte, jeśli przysparzają traumy, z której trudno się otrząsnąć. Legalna druga połówka, tylko dlatego, że nosi złoty krążek nie ma prawa niszczyć życia w imię stwierdzenia „jesteś mój, jesteś moja” na zawsze… Na zawsze jest się tylko z tą, której prawdziwie i trwale oddało się serce, która dba i która szuka rozwiązań, która jest, nawet, gdy nie istnieje obok, która zna każdy oddech i każdą sylabę, nawet tę wypowiedzianą w pośpiechu. Która wie co oznacza ta zmarszczka na czole, a czego lepiej nie robić, gdy oczy zachodzą mgłą. Która zna, bo chciała poznać, a nie dostała coś, bo podpisała dokument i uważa, że wszystko już może.

Zakazani rodzą się z nieszczęśliwych dusz, z tych, o których nikt nie myśli, których nikt nie obmywa z żalu i trosk, z tych, które uwięzione w sieci powiązań nie potrafią znaleźć prostej linii, która poprowadziłaby ich do celu. Zakazani rodzą się z nudy, przywiązania, krzyku i rozterek… Z tego wszystkiego, co zabija człowieka od środka, co wysysa z niego radość i buduje mur… Z tego, co nie pozwala na budowanie czegoś prawdziwego, czegoś chłonącego energię, bo samo nią jest… Z czegoś, o czym w codziennym zabieganiu i rutynie zapominamy, z drugiego człowieka, którego kochamy. Niestety zakazany smakuje tylko przez chwilę, bo z czasem ten smak albo jest nam odbierany, albo doprawiany tak, by przestał sprawiać taką radość kubkom smakowym, albo po kawałku niszczony, aż stanie się złudnym wspomnieniem cudownej uczty, w której dane nam było uczestniczyć. Nie bądź zakazanym za długo.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...