Depresja najgorsza jest przed diagnozą!

25 sierpnia 2019

Możliwość tłumaczenia się niewiadomą jest tą, która pozwala na więcej, pozwala oceniać, dawać rady, krzyczeć i deptać, upokarzać, przestawiać i być ponadto! Gdy otrzymujemy błogosławieństwo bycia lepszymi, silniejszymi, więcej mogącymi pozwalamy sobie na nieokiełznane bycie nierzadko złośliwymi, panującymi, zdecydowanie nie wspierającymi, niestety… Dlaczego nie masz siły by wstać, co powstrzymuje cię przed działaniem, dlaczego tak się ociągasz, weź się w garść przecież inni mają gorzej, ciągle tylko narzekasz, nic cię nie cieszy, w ogóle wiesz co to szczęście, dasz radę, każdy ma swoje problemy… Wielu z nich to słyszało, wielu przyjmowało, wielu też nie wytrzymało i zamknęło rozdział, który miał jeszcze trwać, ale nikt tego trwania nie wsparł, bo nie potrafił zrozumieć, a może po prostu tak było najwygodniej? Po prostu nie wiedzieć!

Jeśli widzisz niepokój nawet w chwili wykonywania prozaicznych czynności, w podejmowaniu błahych decyzji, w podstawowych sprawach widzisz niemoc – to może zastanów się czy nie ma jakiegoś powodu? Jeśli widzisz, że ktoś odczuwa ciągły smutek albo jego nastroje są jak huśtawka, raz w jedną, raz w drugą stronę się bujają, to może nie zarzucaj pytaniami czemu wiecznie jest poszkodowany, czemu narzekający i ponury, a zastanów się czy nie potrzebuje pomocnej dłoni? Ot ludzki odruch, tak rzadki ostatnio. Nie widzisz w potencjalnie normalnym osobniku żadnej energii, nie wspominając o tej pulsującej, życiodajnej, rozsadzającej… Najprostsze czynności przyprawiają go o zawrót głowy, wszystko wypada mu z rąk, a koncentracja całkowicie szwankuje, myśli i emocje galopują i przy ani jednej nie są w stanie na spokojnie przystanąć? Nie neguj tego, nie potępiaj, nie nawracaj, nie wyśmiewaj, jedynie bądź i jeśli nie masz nic odkrywczego czy dobrego do powiedzenia to po prostu milcz.

Widzisz, gdy właściwej diagnozy brak, każdemu się wydaje, że wie lepiej czego potrzebujesz, że może ci powiedzieć albo pokazać z jakich klocków możesz zbudować swoją fortecę szczęścia i spełnienia… Każdemu się wydaje, że przecież emocjami, myślami można sterować, jak dobrze cię nastroić to przestaniesz być jak zombie bez perspektyw i chęci do czegokolwiek, przestaniesz tracić i tłamsić swój potencjał, zaczniesz się na zawołanie uśmiechać i podawać do oficjalnej wiadomości, że przecież wszystko jest w porządku, bo jak mogłoby być inaczej? Każdemu się wydaje, że może być twoim sterem, który wie przez jakie fale poprowadzić twój nadwyrężony już okręt, byś nie wylądował na skałach i nie roztrzaskał go już dosadnie i bezapelacyjnie… Każdemu się wydaje, że może być twoją wyrocznią, która powie ci jak żyć, z kim żyć i po co, bo przecież skoro tak się miotasz to zapewne nie poukładałeś jeszcze wszystkich kawałków tej skomplikowanej układanki zwanej życiem i ktoś koniecznie musi cię w tym wesprzeć…, ale pamiętaj, wsparcie w prozaicznych sprawach jak diagnoza, jak próba zrozumienia, otoczenia opieką i bliskością nie nastąpi, bo to już wymaga większego wysiłku niż krytyka i bycie wszystkowiedzącym, zwłaszcza jeśli ta wszechwiedza dotyczy cudzego istnienia.

Depresja najgorsza jest przed diagnozą, bo uznawany jesteś za pesymistę i człowieka, który sam stwarza sobie problemy, oceniany jesteś jako mruk i maruda, nikt cię nie rozumie i nikt nawet nie próbuje wspierać, każdy jedynie cię ocenia i każe wziąć się w garść, przecież to takie proste. Nie ty jeden masz problemy, nie ty jeden nie radzisz sobie z galopującym życiem, nie ty jeden jesteś uwięziony w klatce przyzwyczajeń, potrzeb, nadziei i uczuć, których nikt nie rozumie, ale ty jeden z niewiadomego powodu dla tych stojących z boku „nie chcesz i nie potrafisz” sobie z tym poradzić. Przynajmniej tak im się wydaje, bo przecież wiedzą lepiej na jakich nutach twoje życie gra koncert…, lepiej nawet od ciebie! Nie ma nic gorszego niż wmawianie osobie z poważnymi problemami, że one nie istnieją, że inni mają podobnie, że trzeba sobie z nimi poradzić… Nie ma nic gorszego niż wmawianie osobie chorej, że przecież to nic takiego, że tak naprawdę to nawet nie choroba, że jak się postara to wyjdzie z tego, żeby przestała tak się na tym skupiać i się uśmiechnęła…  Nie ma nic gorszego niż mierzenie innych swoją miarą i wmawianie, że jest jeden dobry sposób na to, byśmy wszyscy żyli właściwie, bo go nie ma. A ciągle wmawiając coś innym stworzymy czarny pokój, w którym wszyscy są tacy sami… Bez perspektyw, prawdziwego uśmiechu, nakierowani na jeden właściwy cel i bezbarwni.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...