Czy potrafimy jeszcze z sobą rozmawiać?

11 sierpnia 2019

Porozmawiajmy o tym, co nieistotne i przypadkowe, o tym, co kiedyś się zdarzyło, ale już nie powtórzyło, o tym, gdzie byliśmy osobno, a gdzie razem zapewne nie popchnie nas los ani też nasze pragnienia, o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy chcieli, a nie tylko snuli kolejne życzenia, plany, roztargnienia, o tym, co by było, gdyby ta kawa była czymś więcej aniżeli jedynie wymianą szybkich poglądów o pogodzie, pasjach i kolejnym dniu, który nic nowego nie wniesie. Gdy zaczynam myśleć o czym chciałabym porozmawiać, czego częścią chciałabym się stać, jak bardzo chciałabym przynależeć do kogokolwiek, czegokolwiek, jak mocno chciałabym napierać na to, by nie być samotną wyspą, zdaję sobie sprawę, że na własne życzenie wpadałam w dziurę, którą tak pieczołowicie wykopywałam i uklepywałam, by nic się z nią bez mojej wiedzy nie stało. Wpadłam we własną pułapkę potrzeby rozmowy, wymiany myśli, które znaczą coś więcej niż w pośpiechu wyrzucane słowa bez znaczenia, sensu, jasności. Wpadłam w potrzebę nierandkowania, a stałości.

Zadałam sobie pytanie, znaczące dość, ale i bolesne, bo skoro padło musiała pojawić się również odpowiedź, nie mniej odczuwalna. Czy my w ogóle jeszcze potrafimy ze sobą rozmawiać, czy w ogóle tego chcemy, czy ciągnie nas do wymiany czegoś znaczącego, prawdziwego, czegoś co buduje, a nie jedynie rodzi frustrację, złość, odrzucenie, samotne bycie? Umawiamy się na szybką kawę, rutynowe zakupy i zabawę, krótkie notki, które zastąpić mają głębszy sens tej naszej egzystencji. Umawiamy się na to, co już tak przewidywalne, że aż czuć oddech rozczarowania na plecach, na to, co już dawno powinno przestać istnieć, ale trwa, ledwo oddycha, ledwo przemieszcza się z miejsca na miejsce, ale z pomocą respiratora pozwala na funkcjonowanie na płaszczyźnie poprawnej, takiej, o której mówi się, że funkcje życiowe są utrzymane. Umawiamy się szybko, wielokrotnie i każde kolejne spotkanie niesie ze sobą więcej znudzenia, więcej niezainteresowania, więcej nie tego, czego aktualnie szukamy, tylko czy aby na pewno wiemy czego szukamy?

Szukam prostej rozmowy, która sama w sobie jest przyjemnością i potrzebą, jak łyk porannej kawy, ale z nutą karmelu, by osłodzić sobie wczesną pobudkę. Rozmowy, która pozwala wyczuć czy druga strona jest w nią zaangażowana czy wręcz przeciwnie, znajduje się tutaj tylko po to, by odbębnić te parę chwil ze swojej jakże bezcennej egzystencji, dla zwykłego sprawdzenia i odhaczenia. Rozmowy, która jeszcze do niedawna swoim blaskiem przyciągała i zatrzymywała na dłużej, takiej, która posiada sens, logiczną całość, barwne dialogi wnoszące coś do twojego światopoglądu czy sposobu odczuwania. Szukam rozmowy, która nasyci mnie nadzieją, urozmaici oczekiwanie w próżni czy w poczekalni do kolejnego specjalisty, który ma mi pomóc ustalić jak i po co żyć. Chcę rozmowy, która nie pozwoli rozpaść się prostym obietnicom i otwartym umysłom, która nie zatrze za nami śladów, a narysuje nowe, która będzie kontaktem, który już zanika, bo wszyscy o nim zapominają w ferworze walki o więcej, szybciej, intensywniej i częściej.

Sensu w tych naszych początkach szukam, głębszej więzi w rozwoju i potrzeby bliskości, gdy już wszystko zostało ustalone. Ciebie i twoich ust szukam, gdy już wiemy, że są sobie przeznaczone, twoich kolejnych słów i czynów za nimi postępujących, klarownych obietnic, które mają podstawy do istnienia i tego wszystkiego co trwa i ma jakąś wartość. Nie chcę ciągłych przypadków i milczenia bezowocnego, nie chcę stać obok naburmuszona i zapominać o tym, że kiedyś mówiliśmy więcej, nie chcę być już sama mając ciebie obok. Czy potrafimy jeszcze ze sobą rozmawiać o sprawach dla nas ważnych, o tych zabawnych i błahych, o tych potocznych i o artyzm się rozbijających? Czy potrafimy rozmawiać o tym, co czujemy, czego szukamy i czego pragniemy, o tym, co ukrywamy i czym dzielić się nie chcemy, czy potrafimy rozmawiać bez rutyny i zaciekłości? Czy chce nam się jeszcze wykrzesać chociaż iskrę, która nakłoni nas do czegoś co powinno być codziennością? Czy dwa kubki to tylko rutynowy rytuał czy fragment bliskości? Chcę rozmawiać, mam nadzieję, że i ty wyrażasz taką chęć, i że ta umiejętność w nas nie zaginie… Słońca i otwartych ust nam trzeba, by przed pocałunkiem potrafiły wyartykułować, że tego potrzebują, że siebie potrzebują w czułym i stabilnym objęciu, które ma znaczenie.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...