Nie dam Ci rozwodu, ale w zamian…

4 sierpnia 2019

Co czujesz, gdy dochodzi do rozłamu? Gdy wiesz, że już nic nie sprawi, że ta więź zostanie odratowana, że coś was jeszcze połączy? Co czujesz wiedząc, że to koniec? Ulgę czy ból? Samotność czy wolność? Zamykasz się w sobie czy otwierasz na świat? Pozwalasz sobie na myślenie o przyszłości czy raczej pławisz się w zakamarkach przeszłości? Co czujesz, gdy już wiesz, że jesteście i będziecie osobno? Rozstanie zawsze wiąże się z poświęceniem czegoś, zawsze coś zamyka, zawsze pozostawia niepewność, co do tego, co nastąpi, zawsze odręcznie rysuje linie na sercu, których czas nie wymaże, a jedynie sprawi, że będą bledsze, ale bywa, że jest konieczne i z tym trudno polemizować.

Rozwód to nie zawsze kulturalna pogawędka przy kawie, podczas której omawiane są strategiczne punkty rozstania, podczas której dwoje dorosłych ludzi zawsze jest w stanie znaleźć odpowiedni kompromis i wyjście z tych niewygodnych dla wszystkich ram. To niestety często walka o „ja mam rację”, jest o tyle boleśniejsza, gdy nic was już nie łączy, a druga strona nie potrafi się z tym pogodzić i używa różnych środków nacisku i przymusu bezpośredniego, ale i pośredniego. Środków, z którymi na pierwszy rzut oka trudno się walczy, bo jeśli jedna ze stron jest zastraszana, jej istnienie jest umniejszane, jej bycie jest obciążane całą odpowiedzialnością za to, że się nie udało to niestety, ale taka osoba zapada się coraz głębiej, coraz mocniej się okopuje w strachu przed decyzją, przed działaniem, przed byciem człowiekiem, który cokolwiek znaczy.

Stracisz dzieci usłyszałaś, nie dość, że te słowa zabolały, to jeszcze w nie uwierzyłaś, bo przecież on na pewno jest postrzegany jako ten właściwszy, wartościowszy, lepszy dla nich niż ty. Skąd jednak takie przypuszczenia, dlaczego uważasz, że on będzie dla nich lepszą opcją? Dlaczego to ten zastraszający ma być tym, któremu przyznane zostanie pełne prawo do decydowania i kochania? Nie zostanie, tylko, że ty musisz zacząć to sprawdzać, musisz zacząć myśleć racjonalnie i samodzielnie, o nurtujące cię rzeczy pytać specjalistów, a nie słuchać wylewnych wynaturzeń z ust człowieka, który chce cię tylko stłamsić i zmieszać z błotem, bo przestałaś być posłuszna. Nie dopuszczę cię do dzieci, usłyszałeś i jakbyś dostał w twarz, bo przecież jesteś świadom, że wam nie wyszło, że nie chcesz być już z tą kobietą, ale dzieci są dla ciebie ważne, chcesz mieć możliwość spędzać z nimi czas, chcesz być ich wzorem i nauczycielem, opiekunem i wsparciem, a nie tylko bankomatem, ale ona mówi coś zupełnie odmiennego i uważa, że ma do tego prawo. Otóż nie ma, ale o prawo też trzeba czasem powalczyć, a nie skulić ogon i uciekać, bo coś nie poszło po twojej myśli.

Nie nauczyliśmy się jeszcze rozdzielać małżeństwa, relacji od rodziny i rodzicielstwa, to dla nas komplet nierozerwalny, więc gdy związek idzie w odstawkę to samo chcemy uczynić z tymi najmłodszymi, którzy przecież za rozpad nie odpowiadają i nadal chcą mieć poczucie bycia kochanymi, ważnymi i nie wydzieranymi sobie jak łup na wyprzedaży. Nagle nie stały się rzeczami, które można uporządkować, poprzestawiać, a nawet schować przed oczami w naszym mniemaniu tej niewłaściwej drugiej połówki. Zastraszanie odbiorę ci dzieci, nigdy ich nie zobaczysz, ograniczę ci kontakt, zostaniesz z niczym, beze mnie nic nie znaczysz, jesteś nikim, za co miałyby cię kochać jest złe, nie ma powodu, dla którego takie słowa czy postępowanie miałyby uzasadnienie. Nawet jeśli ta druga osoba faktycznie jest zła, to dziecko należy chronić, ale zdroworozsądkowo, natomiast własną opinię musi na ten temat wyrobić sobie samo. Nie zastępuj sędziego i kata, bo nie masz do tego ani uprawnień, ani też moralnego prawa.

Dostaniesz rozwód, ale w zamian za to… Twoje życie zamieni się w piekło na ziemi, w zamian za to twoja dobra opinia poszybuje w kosmos, a dzieci dowiedzą się o tobie paru kłamstw, w zamian za to poczujesz się jak śmieć, bo ja mam taki kaprys aktualnie, w zamian za to będziesz nikim, a ja tak długo będę utwierdzać cię w tym przekonaniu, aż nabierzesz odpowiedniej wiary w to, co słyszysz… Rozwód do łatwych i przyjemnych spacerków nie należy, ale masz do niego prawo i żadne groźby nie powinny cię przed nim powstrzymywać, jeśli czujesz, że musisz. Złam to, jeśli wiesz, że cię to zniszczy. I znajdź w końcu kogoś, dzięki komu twoje serce się zaśmieje.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...