Mam sen…

24 marca 2019

Znasz ten stan, gdy otwierasz oczy i zastanawiasz się czy to wydarzyło się naprawdę, czy może było tylko sumą obrazów i wyobrażeń, które zamieszkały w twojej głowie? Czasem żałujesz, że już się obudziłaś, że na nowo wkroczyłaś w rzeczywistość, a czasem po prostu oddychasz z ulgą, gdy nie przebywasz już w tej szczelnie zamkniętej przestrzeni. Jednak czasem używasz snu, by móc zwizualizować to, czego rzeczywistość nie chce podarować…

Bywa, że gdy zamykam oczy mam sen o takiej normalności, zwykłym poranku, który nieśpiesznie spaceruje wokół stołu i nie popycha nachalnie do kolejnych prób zdobycia, osiągnięcia, rozegrania nowych partii. Sen o chwili dla siebie bez tłumaczenia się, dobierania słów, bez konieczności informowania, że nie chciałam, że próbowałam inaczej, że przepraszam, nie miałam pojęcia, ale już to naprawiam. Sen o tobie, takim zwyczajnym, uśmiechniętym, ale nie bezbarwnym, takim, którego szuka się całe życie, a gdy już się znajduje, to chce się go trzymać i być blisko. Sen o zminimalizowanej ilości kąśliwych uwag płynących ze strony zakompleksionych i zagubionych w swoim wszechświecie ludzi, o obudzeniu solidarności wobec siebie nawzajem, o podejmowaniu prób, które nie będą kwintesencją całego jestestwa. Sen dla tych, którzy w tej realności nie potrafią się odnaleźć, dla tych, którzy szukają uniesień i wzniosłych deklaracji, dla tych, którzy chcą przeżyć coś więcej bez konieczności wyjaśniania tej potrzeby.

To wcale nie jest tak, że próbuję uciec przed rzeczywistością do obrazów kryjących się za zamkniętymi powiekami, wcale nie jest tak, że szukam czegoś, czego realność nie chce mi zaoferować, co przede mną ukrywa i wcale nie chodzi o to, że czuję się permanentnie oszukana przez to, co wokół mnie istnieje, funkcjonuje. Chodzi o to, że uwielbiam patrzeć na ten mimowolny uśmiech, który na zawołanie zjawia się tylko, gdy popadam w senność, zatapiam się wręcz w tych kolorach i odcieniach, których życie mi nie oferuje, a które chciałabym w tej niespełnionej realności ładnie poukładać, chociażby na półkach, które i tak już uginają się pod natłokiem marzeń i chęci wydarcia dla siebie najlepszego kawałka tortu. Chodzi o to, że chciałabym być ważna, przede wszystkim dla siebie, bo chyba zapomniała o swojej roli, umniejszając ją z boku, tłamsząc i spychając na margines, pod wpływem opinii, spojrzeń i niezrozumienia innych. Chodzi o to, że nie czułam się na właściwym miejscu, bo zawsze ktoś był lepszy, ładniejszy, mądrzejszy, a ja tylko z coraz większą zaciekłością mrużyłam oczy.

Mam sen, że jest lepiej niż do tej pory, że czuję spokój i błogość, że nie przepycham się z tobą o większy skrawek kanapy, że jesteś częścią mojej samotności, ale tej w odmianie, która nie uwiera, a której potrzeba, by odetchnąć. Mam sen, że nie jestem tylko małym fragmentem, ale znaczącą całością, że nie walczę o swoją pozycję, a jedynie odbieram ją w należny mi sposób. Mam sen, że nie uciekasz przed odpowiedzialnością czy kolejną iskrą, że jesteś i podejmujesz decyzje, również te wiążące. Mam sen, że wspólna herbata nie smakuje jak gorzkie połączenie wyrzutów i żali, a przypomina właśnie najlepsze z chwil. Mam sen o tobie ze mną, bez niedopowiedzeń, bez niepotrzebnych kłótni, bez cichych dni i kolejnych odłamów, które tylko niszczą, to nad czym tak usilnie kiedyś pracowaliśmy. Na razie to tylko sny, bo nie wiem czy wypowiedziane na głos, czy skierowane w twoją stronę cokolwiek zmienią, czy w ogóle gdzieś tam jesteś czy już tylko moja wyobraźnia podtrzymuje cię przy życiu.

Zamykam oczy, by chociaż przez moment poczuć wolność, siebie, uczucie, te emocje, których w realnym świecie tak łaknę, a których głód tak często się pojawia. Nie chcę być ciągle tylko dokarmiana, nie chcę tych resztek i tych mimowolnych skrzywionych uśmiechów przypominających raczej grymasy niż czuły wyraz mimiki. Nie chcę, by wszystko, co tak dla mnie ważne tylko mi się śniło i nie chcę odłamków, które im bliżej serca tym bardziej zagrażają życiu. Nie chcę ciągle gładzić kolejnych blizn, które zaczynają się na siebie nakładać ze względu na ich liczbę i nie chcę ciągle tylko śnić, chcę być twoim snem. Mogę?

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...