Mogę docenić Ciebie, bo kiedyś spotkałam jego!

3 marca 2019

Miałam problem z docenianiem tego, co otrzymywałam, wypracowywałam, osiągałam, nie doceniałam obecności i zażyłości, nie rozumiałam jak wiele mam i jak wiele jeszcze przede mną, omijałam szerokim łukiem rogi zwane wyrozumiałością i spontanicznością, wszystko było dla mnie obce i nic tak naprawdę nie miało znaczenia… Szukałam swojego schronienia jeszcze na długo przed poznaniem ciebie, natrafiałam na miny, by z czasem stąpać coraz to ostrożniej, niestety, gdy człowiek co rusz opatruje rany, tamuje krew czy szuka ucieczki w pewnym momencie zaczyna odczuwać strach, zmęczenie, a nawet zniechęcenie. Los sprawiał mi niespodzianki, nie mogę powiedzieć, że zawsze miłe, częściej raczej te z tej drugiej kategorii, ale o brak zaskakiwania mnie oskarżyć go nie mogę, nie żałował mi wrażeń. Nadeszła taka chwila, w której zdałam sobie sprawę, że jestem już tymi ciągłymi niedopowiedzeniami i niedociągnięciami po prostu zmęczona, nazbyt przejęta i ich nie chcę. Sporo znosiłam, wiele wybaczałam, jeszcze więcej próbowałam zrozumieć, wydawało mi się, że to miłość, podczas gdy wpadłam w pułapkę, o której istnieniu nie miałam pojęcia, więc nie stąpałam ostrożnie tylko biegłam na oślep. Gdybym spotkała cię lata temu pewnie nie zwróciłabym uwagi na twoje prawdziwe oczy, na twój spokój i dobroć, na twoją chęć pomocy i obecność, pewnie ominęłabym twój uśmiech szerokim łukiem i szukała tego czegoś, co nie istnieje wśród tych osób, które nakłaniały mnie do ciągłego błądzenia we mgle. Dlatego ciebie spotkałam później…

Zaskakujące jak niewiele nam potrzeba, gdy już wszystko stracimy, jak niewiele chcemy, gdy niczego nie otrzymujemy, jak wiele sobie próbujemy zawłaszczyć, gdy ktoś chce się otworzyć. Bardzo tęskniłam za prawdziwą sobą spacerując wśród pola usłanego ostami, kiedyś uważałam je za ciekawe kwiaty, dzisiaj już wiem, że ranią i nie pozostawiają złudzeń, że są coś warte. Kiedyś zwracałam uwagę na błyskotki, kolorowe świecidełka, które przyciągały wzrok, dzisiaj wiem, że to, co prawdziwe mieni się delikatnym połyskiem, który nie oślepia. Bałam się odejść, jednocześnie marząc tylko o tym, by nie być obok. Bałam się, że jeśli już wykonam ten krok, to nic nie pozostanie z tego, co tak mozolnie wypracowałam, chociaż wartość tego efektu była łatwa do podważenia. I ten cały strach, który dokarmiałam tak życzliwie, spajał mnie dogłębnie z tym przed czym tak chciałam uciec… Prawdziwa ironia kapryśnego losu.

Pamiętam spotkanie z nim, wydawało mi się, że to jest to, że niczego więcej nie potrzebuję poza nagimi komplementami, rzucanymi obietnicami bez pokrycia, pięknymi słowami, karmiłam się tą papką paplaniny i wydawało mi się, że właśnie tak musi być, że tak wygląda połączenie dwóch dusz, że jest taką popeliną. Teraz już wiem, że się myliłam, że błądziłam na własne życzenie, bo nawet nie spróbowałam podważyć tego, co ponoć nas łączyło. A łączyło nas niewiele, byliśmy całkowicie różni, on nie uznawał szacunku, wyrozumiałości, wsparcia i kompromisu, a ja walczyłam o ich współistnienie między nami, jak się z czasem okazało bezskutecznie, nie osiągnęłam żadnego sukcesu na polu naszych wzajemnych korelacji. Czy to rozczarowanie bolało? Czy niosło ze sobą znamiona zmian? Czy naznaczyło mnie na zawsze? Czy coś zniszczyło? Na wszystkie te pytania mogę odpowiedzieć bez cienia wątpliwości czy chwili zawahania, że tak. Nie żałuję jednak, że spotkałam go na swojej drodze, mimo iż był kwintesencją pomyłek, bólu, rozterek, ciągłego zagubienia, upokorzeń i niepewności, to dzięki niemu na tym świecie pojawiła się nowa ja, ta, którą cenię, lubię, szanuję i do której się uśmiecham.

Historia ta nie była tylko lekcją na przyszłość, była czymś więcej, dzięki niemu nauczyłam się jak doceniać ciebie, jak się z tobą porozumiewać, jak o ciebie dbać, nie zapominając przy tym o sobie, jak nie rezygnować z egoizmu i współtworzyć relację, więź, bycie razem. Nauczyłam się, że drobne gesty znaczą więcej niż hucznie obwieszczane obietnice, że bycie obok jest istotniejsze od zapewnień o powrocie, że małe kroki też mają znaczenie, a te susy, które kiedyś tak ceniłam zazwyczaj nie doprowadzają do wymarzonego celu. Pozwoliłam sobie na celebrowanie chwil i na małe przyjemności, o których istnieniu nie miałam pojęcia, nauczyłam się kochać, a byłam przekonana, że jestem do tego niezdolna. Dzięki spotkaniu ciebie, mogę kochać jego… Dojrzale, prawdziwie, na zawsze… A twoją walizkę spakowałam nie ukrywając satysfakcji, zmieściłam w niej wszystkie żale, zapomniane wspomnienia i wyrzucone na śmietnik pretensje, ty bez mrugnięcia okiem wziąłeś je ze sobą, wiem, że byłeś do nich przywiązany, przecież przez lata karmiłeś nimi to, co było między nami… Spokojnej podróży w nieznane.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...