Moja droga, damą być to wcale nie znaczy…

23 października 2018

Mała dziewczynka siedzi i marzy, przymierza szpilki mamy, używa jaskrawoczerwonej szminki, stale wychodząc poza kontur ust, na ręce zakłada zdobne bransoletki, które odbijają kolorowe światło, a lustro jest jej dobrym przyjacielem. Chce być damą i nosić się jak dama, chce zalotnie mrugać powiekami i trzepotać rzęsami, chce bardzo być kimś, kto budzi zachwyt i zdumienie, roztaczać chce blask i zainteresowanie. Takie pragnienia nie gasną, są ciągle żywe również u dorosłych już kobiet, jedynym błędem w byciu damą jest ten, że to nie biżuteria, nie stroje i makijaże czynią z kobiety damę, bo dama to coś więcej.

Damą się nie stajesz, damą się rodzisz w bardzo symbolicznym znaczeniu, mężczyzna nie o każdej kobiecie, nawet jeśli uwodzi ona swoim atrakcyjnym wyglądem, może powiedzieć, że wygląda, zachowuje się jak dama, bo nie każda kobieta nią jest. Bywamy uwodzicielskie, potykamy się czasem o tajemniczość, ba nawet potrafimy się zachować i ubrać stosownie do okazji, ale nie to tworzy damę. Prawdziwa dama nie jest wcale do bólu ułożona, nie jest wcale krystaliczna w swych wyborach i zachowaniach, wcale nie jest anielskim nasieniem. Roztacza ona blask i budzi zmysły, instynkty przy niej szaleją, ale trzymają się w ryzach, bo ma ona w sobie coś, co blokuje nadmierne „pozwalanie” sobie.

Spotkanie „damy” elektryzuje, wydaje ci się, że już wszystko widziałeś, ale spotykasz ją i to coś cię poraża, bo nie potrafisz tego nazwać. Jej sposób poruszania się jest płynny, zmysłowy, ale pełen pewności, jej spojrzenie wyraża tak wiele, a jednocześnie można zatopić się w nicości, jej uśmiech jest taki niejednoznaczny, bo widzisz dama nie ukrywa się w cieniu, na zakrywa się czernią, nie buduje murów, ona istnieje, zna ustalone zasady, ale potrafi używać swoich w taki sposób, by nikt nie poczuł się urażony.

Słuchając opowieści mężczyzn na temat kobiet dam nigdy nie usłyszałam konkretu w postaci, miała piękny makijaż i długie, połyskujące kolczyki. Opisywali wrażenia, które wywierały. Opisywali ruch i emocje, spojrzenia i niedopowiedzenia. Dama nie ma mniej problemów od przeciętnej kobiety, nie jest też wymuskana, ale diabelnie inteligentna, wie co i kiedy powiedzieć, co założyć i co zdjąć, wie kiedy jest czas na sen i kiedy najlepszy na seks, nie pogardzi siarczystym wulgaryzmem i łykiem bąbelków przed snem, ale jest też kobietą…

Szanującą siebie i oczytaną, wiedzącą czego chce i z kim tego chce, chodzącą własnymi ścieżkami i zbaczającą z kursu, zmieniającą zdanie, ale ceniącą wartości, niekoniecznie te powszechnie akceptowane. Żyje płynąc swoim nurtem i wcale nie rozpacza nad tym, że nie jest on rozumiany. Bawi się tam gdzie chce i nie prosi o pozwolenie czy skinienie głową w ramach jakiejś niezrozumiałej umowy.

Widziałam takiego mężczyznę, który dostrzegł damę, jego spojrzenie mówiło więcej niż bezlik wypowiedzianych w przypływie zachwytu słów. Był zafascynowany, otumaniony, jakby szczęśliwy. Dlaczego wspominam o damach? Być może ty się nią nie urodziłaś, być może jesteś tylko, choć rzekłabym, że aż kobietą, być może damę skrywasz w zakamarkach, do których nikogo nie dopuszczasz, być może boisz się jej uwolnić, ale wydaje mi się, że masz z niej więcej niż ci się wydaje. Przypomnij sobie tamtą dziewczynkę stojącą przed lustrem, wtedy jeszcze wierzyłaś, że masz to coś i wszystko przed tobą.

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...