Naprawdę Cię kochałem… (Historia pewnej miłości)

20 lipca 2017

Długo myślałem, jak na skrawku papieru zmieścić całe szczęście jakim mnie obdarzyłaś, całą przyjaźń, namiętność, radość i wzruszenia… W jaki sposób ująć w słowa to, co do ciebie czułem byś wiedziała, że to było nie tylko prawdziwe, ale i wieczne, tak wieczne, bo zawsze będę cię kochał…

Kochałem cię najmocniej, najintensywniej, najprawdziwiej jak to tylko możliwe… Uwielbiałem twój szczery śmiech, twój uśmiech, który nie miał i nigdy nie będzie miał sobie równych, twoje spojrzenie, które w złości było tak uroczo chmurne, rzucałaś gromy, ale i tak wiedziałem, że mi wybaczysz, spojrzenie, które w swej otchłani skrywało miłość, dobroć i siłę, której ja nigdy nie miałem, zawsze przewyższałaś mnie w podnoszeniu się…

Ubóstwiałem to jak się poruszasz – płynnie, jakbyś się unosiła, kochałem, gdy zaczynałaś tańczyć, gdy kusiłaś mnie każdym ruchem, wiedziałaś, że ci się nie oprę… A gdy jasne kosmyki spadały ci na twarz lekko je odsuwałem, by znów zatonąć w głębi twoich oczu, w ich miłości…

Powtarzałaś, że nie ma rzeczy niemożliwych, że czegokolwiek zapragniemy zdobędziemy to, kochałem twój zapał, pasję z jaką podejmowałaś się kolejnych zadań, satysfakcję jaką odczuwałem, gdy wygrywałaś, siłę którą się wykazywałaś, nawet wtedy, gdy ja słabłem, gdy już nie dawałem rady. Pamiętasz? Mówiłaś, cierpliwość, wiara i walka pozwolą ci na zdobycie tego, co wielkie. Wierzyłem ci, wierzyłem w każde słowo… Kochałem to jak kochasz, jak pożądasz, jak mnie uwodzisz, każdego dnia inaczej, ale to zawsze byłaś ty, kochałem twój dotyk, twoje pocałunki, pieszczoty, kochałem to jak potrafiłaś mną zawładnąć…

Nigdy nie rezygnowałaś, nie zasypiałaś z mętlikiem w głowie czy bałaganem na biurku, byłaś moją wariatką, która musiała wszystko wyjaśnić teraz, natychmiast, napadałaś na mnie, a jednocześnie wszystko rozumiałaś… Kochałem w tobie to połączenie przeprowadzania analiz, konkretu w każdej ważnej sprawie z artystycznym ubarwieniem, tą subtelność z twardą ręką sprawiedliwości, byłaś spełnieniem moich marzeń, pragnień, mojego spojrzenia, umysłu, serca, z tobą podróż przez życie była niezapomnianym przeżyciem… Nigdy tego nie zapomnę…

Kochałem twoją siłę, miałaś jej tyle, że i ja z niej czerpałem, wybacz jeśli cię zawiodłem, przebacz, że nie byłem w stanie być przy tobie zawsze, że pozostawiłem ci tylko mgliste i pourywane wspomnienia wspólnych chwil, że pozostawiłem cię w rozsypce z trudnym do ogarnięcia w sercu bólem. Tak, wiedziałem jak mnie kochasz, oddychaliśmy w tym samym rytmie pomimo tego, że poczucia wolności nigdy nam nie brakowało, znaliśmy się jak nikt inny, rozumieliśmy bez słów, chociaż nie mogliśmy przestać z sobą rozmawiać, trzymałaś mnie za rękę w każdym momencie, nawet tym ostatnim, najważniejszym… Widziałem twoją łzę… Tak, przewidziałem co zrobisz na końcu. To niesamowite, byłaś dla mnie odwieczną tajemnicą, jednak w sprawach najważniejszych zawsze wiedziałem jak postąpisz… Dziękuję.

Najdroższa, najcudowniejsza, jedyna, jeśli to prawda, że śmierć to tylko nowy początek, a po drugiej stronie czeka wieczność, to pamiętaj będę na ciebie czekał i wiedz, że nie tylko kochałem cię jak wariat… Ale kochał będę cię wiecznie…
Do zobaczenia… I chociaż wiem, że cierpisz proszę zrób coś dla mnie, żyj maleńka…

Twój na wieczność…

Joanna Chudoba

Pasjonatka ludzkich osobowości, psycholog amator bez dyplomu, ale ze zrozumieniem i doświadczeniem, jeszcze nie certyfikowany mediator… Lubująca się w książkach, kulturoznawczych smaczkach, sztuce ludzkich zachowań… Czynnie bawiąca się aktywnością fizyczną na siłowni, na której z uporem maniaka tylko kształtuje, absolutnie nie zwiększa masy, bo lubi być silna, ale drobna. Z aktywnością fizyczną ma też do czynienia podczas zajęć karate, na których uczy się samodyscypliny, równowagi, obrony i ataku, jak również filozofii harmonijnego życia...